wolność
poniedziałek, 9.listopada.2009, 00:00
Wieczór zapadał z wolna
Ptaki ciszej śpiewały
Praca była powolna
Myśli gdzieś uciekały
A gdyby tak, jak te ptaki
Polecieć daleko za morze
Na nowo odkryć łąki i maki
Przeszyć na wskroś przestworze
Wzbić się wysoko, szybować
Z marzeń mieć skrzydła zlepione
Niebo kolorem malować
Posmagać lasów koronę
Nie czuć strachu, ni lęku
Nie męczyć skroni problemem
Nie słyszeć dzwonów brzęku
Nie stawać się kamieniem
Gdyby tak łatwo porzucić
Ten świat co dał nam formę
W pył wspomnienia obrócić
Do życia przywrócić normę
Trzeba by wpierw się nauczyć
Jak latać bez skrzydeł łamania
Potrzebnie z naturą nie kłucić
Wiek przeżyć wzrastania
Zaprzestać młodzieńczych swar
Duszę i ciało wyciszyć
Ze wszystkich obudzić się mar
Wściekłość w sobie uniżyć
Tak by wolność skosztować
Tak by tylko ją dotknąć
A kto choć raz nie sprobował
Ten szczęścia nie ma przed sobą
tazzy
Nastrój:

takie tam
4
niedziela, 26.kwietnia.2009, 23:35
Co to u licha jest przypadek? Jak człowiek idzie po trawniku i wdeptuje w gówno to jest przypadek, jak ktoś trąci kogoś w autobusie plecakiem to jest przypadek, kiedy kopnie się komputer i akurat trafi w najwiekszy przycisk na obudowie to też jest przypadek i nawet jak sie ma na sobie biale koronkowe stringi, stoi na wysokim stolku/krzesle w srodku jakiejs akacji czy bog jeden wie czego i wypierdala sie ta gola dupa w pokrzywy to tez, kurwa mac, jest przypadek... Nie umiem odpowiedziec na to dreczace mnie pytanie jak to sie dzieje... Help.
tazzy
Nastrój:
3
wtorek, 7.kwietnia.2009, 22:03
Ostatnio rozmawiałam z kolegą o planowaniu przyszłości... I tak się zaczęłam zastanwiać czy warto jest planować przyszłość. Dużo osób, z tego co sie zorientowałam, mówi, że nie warto, bo wszystko się zmienia, bo zaplanujemy sobie coś, a jak nie wyjdzie później to sie zawiedziemy, albo, że teraz coś założymy i zapomnimy za chwile wiec nie ma co myśleć o przyszłości. Mała część osób z którymi gadałam na ten temat twierdzi, że warto. A ja po przemyśleniu wszystkich 'za' i 'przeciw' dochodze do wniosku iż warto i nie warto w określonych przypadkach. Na przykład warto planować wcześniej wyjazdy, żeby potem nic nas nie zaskoczyło ( deszcz, brak miejsc w hotelu, pociąg który nie przyjechał ) i tu można pomysleć jak wyjść z sytuacji jak coś sie nie uda i jakoś tak... myślowo sie zabezpieczyć, chodzi mi o coś na wzór drugiego, alternatywnego planu. Można planować przyszłość z inna osoba, ale to ma sens w wypadku jeśli jest się z tą osobą już bardzo długo, jest miłość i tak dalej... to chyba warto po latach czy ile tam sie jest z tą osobą, pomyśleć o ślubie, domu, dzieciach, kotach, psach etc. Warto jest myśleć o edukacji, znaczy wybierać i uczyć sie takich rzeczy które przydadzą nam sie do przyszłego zawodu, no i tu mamy planowanie przyszłości i od razu 'zarabianie' na to żeby była dobra - i to jest na '+'. Kolejna sprawa czyli te wszystkie ubezpieczenia, składki, lokaty etc - też to jest w jakiś sposób planowanie zabezpieczenia finansowego jakby coś miało się nie udać.
Druga sprawa to planowanie przyszłości w formie marzeń, moim zdaniem fajnie tak sobie usiąść z drugą osobą i podumać jak to by było jakby było bądź nie było... I do takich myśli raczej bym się nie przywiązywała.
W każdym razie sens tej wypowiedzi miał być taki, że warto jest planować niedaleką przyszłość (np. imprezy i wyjazdy), warto planować małżeństwo jak związek jest czymś pewnm, warto placić składki na ubezpieczenia, ale nie warto planować dalekiej przyszłości a propo sytuacji które są teraz nie pewne - np. tego, że będzie sie z kimś małżeństwem jeśli związek chwieje się, bo brakuje mu jednej nogi, a reszta nóg jest krzywa...
Miało wyjść jasno, czysto i klarownie, ale wyszło jak wyszło, troche namieszałam, ale w końcu wykrztusiłam to z siebie.
cya
tazzy
Nastrój:
2
sobota, 4.kwietnia.2009, 20:02
Tak sobie leżałam i myślałam... Jak ma się partnera to trzeba sie nieźle namęczyć żeby dostarczyć mu niebanalny, wyszukany i odpowiedni komplement. Np. kiedy ma się dziewczynę, na wstępie można powiedzieć że ładnie dziś wygląda (co jest odpowiednie do sytuacji kiedy dziewczyna nie jest ładna i nosi ubrania które nie do końca nam sie podobaja); komplementy o oczach jak gwiazdy etc. jest dla mnie troche tandetne, nudne i powtórzone z amerykańskiego filmu o nastolatkach kradnących auta rodziców i całujących sie w nich przy zachodzie słońca, ale jako, że moje oczy mi sie podobaja - może być. Generalnie chodzi o to żeby na wstępie załatwić sobie dobry grunt pod interesy czyli walnąć komplement o wyglądzie, dziewczyna zadowolona - będzie sex. Później dopiero, kiedy sobie siedzimy i rozmawiamy możemy powiedzieć przy okazji, że jest zabawna, że ma miłych rodziców, przy okazji, że jest opiekuńcza czy coś, to miłe jak sie słyszy o takich pierdołach, tylko żeby było szczere. Szczerze mówiac nie chciałabym usłyszeć, że jestem bardzo dobroduszna w sytuacji kiedy strasze gołębie żeby nie srały mi na balkon, wiecie... jakoś by sie to gryzło z prawdą. A wiec kolejna rzecz - trzeba dobrze przemyśleć dobry komplement, żeby nie palnąć czegoś zupełnie bez sensu. No i UWAGA bardzo ważne - trzeba równowarzyć komplementy, czyli moim zdaniem dawać tyle komplementów o wyglądzie co o charakterze etc. Jeśli ciągle będziemy mówić jaka to ona nie jest ładna to poczuje sie strasznie głupia i na odwrót, jesli ciągle będziemy mówić, że jest mądra to poczuje sie brzydka. A w ogóle jeśli partner nie umie zauważyć żadnych zalet to w ogóle nie powinien być z daną osobą. Dlatego też myśle, że mówienie komplementów jest ważne dla związków, temu któremu mówi sie argument wie, że jest doceniany w jakimś tam wymienionym względzie, a osoba dawająca komplement jest zmuszona do myślenia nad tym jakie zalety ma tamta osoba, może dochodzi do pewnych wniosków i generalnie poznaje ją. I tak to związek sie zacieśnia, a kiedy czujemy, że pewne ręce nie chcą odlepić się od naszego tyłka bądź bioder to najlepszy czas na namiętny pocałunek ;]
cya
tazzy
Nastrój:
1
poniedziałek, 30.marca.2009, 19:10
Neh... Rozchorowałam się. A zaczęło się to w czwartek kiedy rozstałam się z Bernim. On wyszedł, ja pojechałam do Pruszkowa po Devilera i przyjechaliśmy z powrotem. To była cieżka noc - z czwartku na piątek - byłam pijana w sztok, wszystko mi wirowało, paliłam fajki z czerwonej paczki i zasnęłam z łzami w oczach. W piątek nie poszłam do szkoły, jakoś sie tak nie mogłam pozbierać, troche się bałam, że ktoś mnie spyta 'Co tam u Berniego?' albo 'Hej taz jak tam wieczór z Bernim?'. Sobota - siedziałam na patelni, spotkałam Bogdana i Blondasa i Kame... Poznałam kilka osób, których imion i tak nie pamietam. Potem poszłam na noc do Deva, w planie miało być chlanie, palenie i słuchanie muzyki z winyli ale jak tylko przyjechaliśmy położyłam się na łóżku i przymknęłam oczy. Tak źle sie poczułam... Nie mogłam zasnąć do 4 rano. Miałam odruchy wymiotne ale nic nie chciało ze mnie wyjść... Dopiero ciepła cherbata jakoś uspokoiła moj żołądek... Okropne uczucie, nerwy, nerwy, nerwy.
W niedziele na sekundkę na mangowe, a potem do domku, do łóżeczka... rozłożyłam sie... eee... katar, kaszel, gorączka, ból głowy i wszystkich mieśni. Nie poszłam do szkoły.
I tak to od czwartku umieram, że tak to nazwe. Głupio sie z tą całą sytuacją czuje... A dopiero co postanowiłam wspierać Berniego z tą nową pracą i w ogóle... I nawet mu tego nie powiedziałam. Oczywiście wytknął mi, że od kiedy dowiedziałam sie o jego nowej pracy chce sie z nim cześciej spotykać, a kto by nie chciał, ale nie o to mi chodziło, poprostu kiedy on był chory, mówił że musi coś w domu zrobić i odmiawiał mi spotkania to się pytałam 'a kiedy spotkamy nastepny raz?'... Przypadkiem wyszła czestotliwość tego pytania.
Zastanawiam sie czy dobrze sie stało, że nie jesteśmy razem, jak powiedziałam znajomym w niedziele to wsyzscy sie ucieszyli, ale mi jakoś nie jest do śmiechu. Mimo, że go kocham to z nim zerwałam, jaki jest w tym sens? Ano taki, że ja nie chce być z kimś na takich warunkach, nie chce być z kimś kto sie mną znudził, kto nie kocha być ze mną i kto tylko czeka aż druga osoba coś zrobi, zmieni, naprawi... Jeśli on nadal bedzie tylko czekał zamist samemu coś zrobić to nigdy żaden związek nie będzie naprawde zadowalający i spełniony.
Kolejną rzeczą jaka sie dowiedziałam od niego to to, że jestem chorobliwie zazdrosna. Super. Może nie bez powodu? Ja mu na serio ufałam i w ogóle, do puki nie dawał powodów do zmartwień. Jak mam sobie nie myśleć głupot jak on nie mówił, że mnie kocha, jak wracał o 3 w nocy od koleżanek, jak przez tydzień sie nie widzieliśmy to się nie odzywał, ani nie odbierał telefonów... Trochę czułam się samotna w takich chwilach... A teraz muszę być wesoła ciagle przy znajomych żeby im przykro nie było, że nie umieja mnie rozbawić ani odciągnąć od myślenia. Męczące bardzo.
Ostatnia rzecz na jaką mam ochote to niemoralne propozycje, jedzenie, szkoła i siedzenie w domu...
No i na moje nieszczeście w Konstancinie była impreza... I robili sobie jaja z Berniego... I pewnie on myśli, że to moja wina... A Rutek dowiedział sie o tym dopiero następnego dnia. Określiłabym to jako 'FAIL'.
cya
tazzy
Nastrój:
tagi:
| szablon: Madzik | dla: Sz-B | pic: Josh76 |