1
poniedziałek, 30.marca.2009, 19:10
Neh... Rozchorowałam się. A zaczęło się to w czwartek kiedy rozstałam się z Bernim. On wyszedł, ja pojechałam do Pruszkowa po Devilera i przyjechaliśmy z powrotem. To była cieżka noc - z czwartku na piątek - byłam pijana w sztok, wszystko mi wirowało, paliłam fajki z czerwonej paczki i zasnęłam z łzami w oczach. W piątek nie poszłam do szkoły, jakoś sie tak nie mogłam pozbierać, troche się bałam, że ktoś mnie spyta 'Co tam u Berniego?' albo 'Hej taz jak tam wieczór z Bernim?'. Sobota - siedziałam na patelni, spotkałam Bogdana i Blondasa i Kame... Poznałam kilka osób, których imion i tak nie pamietam. Potem poszłam na noc do Deva, w planie miało być chlanie, palenie i słuchanie muzyki z winyli ale jak tylko przyjechaliśmy położyłam się na łóżku i przymknęłam oczy. Tak źle sie poczułam... Nie mogłam zasnąć do 4 rano. Miałam odruchy wymiotne ale nic nie chciało ze mnie wyjść... Dopiero ciepła cherbata jakoś uspokoiła moj żołądek... Okropne uczucie, nerwy, nerwy, nerwy.
W niedziele na sekundkę na mangowe, a potem do domku, do łóżeczka... rozłożyłam sie... eee... katar, kaszel, gorączka, ból głowy i wszystkich mieśni. Nie poszłam do szkoły.
I tak to od czwartku umieram, że tak to nazwe. Głupio sie z tą całą sytuacją czuje... A dopiero co postanowiłam wspierać Berniego z tą nową pracą i w ogóle... I nawet mu tego nie powiedziałam. Oczywiście wytknął mi, że od kiedy dowiedziałam sie o jego nowej pracy chce sie z nim cześciej spotykać, a kto by nie chciał, ale nie o to mi chodziło, poprostu kiedy on był chory, mówił że musi coś w domu zrobić i odmiawiał mi spotkania to się pytałam 'a kiedy spotkamy nastepny raz?'... Przypadkiem wyszła czestotliwość tego pytania.
Zastanawiam sie czy dobrze sie stało, że nie jesteśmy razem, jak powiedziałam znajomym w niedziele to wsyzscy sie ucieszyli, ale mi jakoś nie jest do śmiechu. Mimo, że go kocham to z nim zerwałam, jaki jest w tym sens? Ano taki, że ja nie chce być z kimś na takich warunkach, nie chce być z kimś kto sie mną znudził, kto nie kocha być ze mną i kto tylko czeka aż druga osoba coś zrobi, zmieni, naprawi... Jeśli on nadal bedzie tylko czekał zamist samemu coś zrobić to nigdy żaden związek nie będzie naprawde zadowalający i spełniony.
Kolejną rzeczą jaka sie dowiedziałam od niego to to, że jestem chorobliwie zazdrosna. Super. Może nie bez powodu? Ja mu na serio ufałam i w ogóle, do puki nie dawał powodów do zmartwień. Jak mam sobie nie myśleć głupot jak on nie mówił, że mnie kocha, jak wracał o 3 w nocy od koleżanek, jak przez tydzień sie nie widzieliśmy to się nie odzywał, ani nie odbierał telefonów... Trochę czułam się samotna w takich chwilach... A teraz muszę być wesoła ciagle przy znajomych żeby im przykro nie było, że nie umieja mnie rozbawić ani odciągnąć od myślenia. Męczące bardzo.
Ostatnia rzecz na jaką mam ochote to niemoralne propozycje, jedzenie, szkoła i siedzenie w domu...
No i na moje nieszczeście w Konstancinie była impreza... I robili sobie jaja z Berniego... I pewnie on myśli, że to moja wina... A Rutek dowiedział sie o tym dopiero następnego dnia. Określiłabym to jako 'FAIL'.
cya
tazzy
Nastrój:
tagi: